ekabaret: Z jakim programem przyjechaliście na PKS?
Rafał Soliński: Z dobrym. (śmiech) Na warszawski PKS przyjechaliśmy z naszym ostatnim programem zatytułowanym "Eter". To jest pierwszy program zrobiony na dwie osoby czyli na mnie i na Marka. Jak do tej pory, jest on bardzo dobrze przyjmowany. Dostaliśmy za niego rok temu nagrodę za wydarzenie dnia na festiwalu kabaretu w Zielonej Górze i 2. miejsce w Lidzbarku Warmińskim.
ekabaret: Pokazujecie dzisiaj cały program czy musieliście go skrócić za względu na ramy czasowe?
Marek Żyła: Nie, pokazujemy cały program. Był on pisany pod festiwale, więc jest półgodzinny. Nie musimy nic skracać ani nic wyrzucać.
Rafał: Czasem poszerzamy program o jeden starszy skecz rozbiegowy, jak np. w Zielonej Górze. Tutaj są sztywne ramy czasowe, nie chcemy przedłużać.
ekabaret: Macie jakiś faworytów wśród konkurentów? Obstawiacie kogoś konkretnego na podium?
Marek: Krosny bardzo dobrze. Mumio, Grupa Mocarta, Bałtroczyk - też ostatnio fajnie im szło. (śmiech) Powiem tak - mnie trudno powiedzieć, ponieważ kabaretów od kilku lat nie oglądam ani w telewizji, ani na festiwalach. Tak naprawdę, nie chce mi się. Te kilkanaście lat oglądania skeczy na festiwalach spowodowało u mnie coś takiego, że przestałem oglądać kabarety. W moim przypadku jest tak, że patrzę się na to, że coś jest fajne, a coś niefajne. Człowiek się nie śmieje, tylko czuje się jak w pracy. Z dziś pokazywanych programów nie ma żadnego, z którego widziałbym więcej niż jeden skecz.
Rafał: W zasadzie tak, nie widzieliśmy żadnego z programów w całości. Zauważyliśmy natomiast, że wszyscy konkurenci to są nagrodzeni tegoroczni PAKI, poza Kabaretem Weźrzesz, który był finalistą PAKI rok temu.
Marek: To jest czołówka młodych kabaretów festiwalowych, ponieważ każdy z tych kabaretów dostał gdzieś nagrody: czy to na PACE, czy w Lidzbarku, czy w Ełku. Trudno nam wskazać jeden kabaret. Może Szarpanina, z tego co wiemy, mają dość ciekawe podejście, dość szalone.
Rafał: Oni tutaj chodzą, więc nie będziemy ich chwalić, żeby nie obrośli w piórka. Ale są fajni. (śmiech)
Marek: Na podstawie tych fragmentów, które widziałem, mogę powiedzieć, że Szarpanina jest takim kabaretem, któremu chce się szukać ciekawej formy i to jest fajne.
ekabaret: Jak wiecie, na PKSie nagrodę publiczności przygotowuje sama publiczność. Co chcielibyście znaleźć w tajemniczym koszu, jeżeli do Was trafiłaby ta nagroda?
Marek: Chciałbym dostać kupon z numerami totolotka, które wygrają.
Rafał: Ja chciałbym dostać coś wielkości kuponu, bo mamy ze sobą tyle rekwizytów, że jeżeli ktoś wrzuci nam np. starą meblościankę, to trudno ją będzie przewieźć.
Marek: Małe jest wartościowe.
Rafał: Kiedyś w Lidzbarku Warmińskim wygraliśmy komplet mebli i nie byliśmy w stanie go zabrać ze sobą. Dobrze, że organizator nam wtedy załatwił transport.
Marek: Mamy szczęście do dostawania nagród rzeczowych o dużych gabarytach, z którymi zawsze jest potem problem.
Rafał: Kiedyś na Ospie w Ostrołęce wygraliśmy prawie półtorametrowego łosia.
Marek: Tak, zajmował jedno miejsce w samochodzie.
ekabaret: Jak się podzieliliście tymi meblami?
Rafał : Meble przyjechały i podczas Rybnickiej Jesieni Kabaretowej wystawiliśmy je na sprzedaż. W trakcie okazało sie, że jeden z pomysłodawców Ryjka - Olek Chwastek kupił je i uratował nas.
Marek: Uratował nas, bo musielibyśmy się dzielić po pufie.
ekabaret: Co sami wrzucilibyście do tego kosza?
Rafał: Jakbym wiedział wcześniej, to przywiózłbym z domu takie rzeczy, których już nie potrzebuję. A tak na serio, jakbym wiedział wcześniej, na pewno miałbym szansę coś przygotować, bo zazwyczaj mam przy sobie niewiele rzeczy. Zawsze mam plecak.
Marek: Gdybym wcześniej wiedział o takiej akcji, mógłbym przygotować coś fajnego np. ciekawą płytę.
Rafał: Faktycznie, można by coś nagrać.
Marek: Może mieszankę swoich ulubionych hitów albo coś podobnego. Coś niedużego, co niekoniecznie musi mieć wartość, ale może być po prostu ciekawe, takie, że zapada w pamięć.
ekabaret: Jaka jest najdziwniejsza rzecz, jaka was zgotowała na scenie?
Rafał: Było kilka takich rzeczy. Bardzo dawno temu mieliśmy występ w Zakopanem. Kurtyna była podwieszona do sufitu, a sufit składał się z kasetonów. Przy pierwszym wyjściu zza kurtyny, ta kurtyna spadła i wszyscy mnie w tych rekwizytach zobaczyli. Natomiast w drugim skeczu grałem Janosika i miałem wykonać wyskok w powietrze. Sufit był niski, za bardzo wyskoczyłem i się wbiłem w ten kaseton. Nie wiem czemu akurat mi przytrafiają się takie rzeczy. Kiedy indziej graliśmy w Suwałkach w bardzo fajnej sali, tylko boczne wyjścia były zasłonięte kurtyną. Były trzy wyjścia, z czego tylko jedno otworzone. Miałem taką rolę, że musiałem ze sceny wybiec na pewnego. No, i oczywiście, nie trafiłem w te drzwi, tylko w ścianę. Koledzy zostali na scenie i się śmiali. Na szczęście następną kwestią w tej sytuacji było: "Dziwny ten człowiek, nieprawdaż?". Ludzie z tego się jeszcze bardziej śmiali.
ekabaret: Czy czasami próbujecie się wzajemnie gotować?
Rafał: Zaskakiwać się tak, ale nie w ten sposób, jak na przykład niektóre kabarety, które uczyniły z tego patent. Gotują się po to, żeby ludzie się śmiali. My mamy mnóstwo takich rzeczy, których widz nie widzi, na przykład coś się stanie za kulisami w taki sposób, żeby to było dla nas zaskoczeniem. Nie chcemy robić z tego taniego sposobu na reakcję.
Marek: Nie mamy czegoś takiego, że ktoś coś przygotowuje, przeszkadza, żeby druga osoba sobie z tym nie poradziła. Często przychodzi nam coś nagle do głowy, ale na zasadzie: "O, jakie fajne. Powiem to.". Celowego podkładania świń u nas nie ma.
Rafał: Jesteśmy bardzo koleżeńscy. (śmiech)
ekabaret: Wiele kabaretów w ostatnim czasie zainteresowało się improwizacją. Czy wy też podjęliście jakieś próby w tej dziedzinie sztuki?
Marek: Mieliśmy do czynienia z improwizacją już jakiś czas temu. To był koniec lat '90., początek '00. Robiliśmy wówczas z kilkoma kabaretami z Rybnika serial improwizowany w stylu "Spadkobierców". Udało nam się zrobić kilka odcinków. Podczas studiów, z Łowcami w Cieszynie też stworzyliśmy taki serial, również odbyło się kilka odcinków. W zasadzie zrobiliśmy także jedną improwizację w stylu tych improwizacji, które się robi obecnie. Myślimy również o formie, jaką jest serial. To jest coś takiego, co się co jakiś czas pojawia i wraca, na razie jednak nie wciąga na tyle, że chcielibyśmy robić to często. Jako dodatek do warsztatu, to na pewno ciekawa forma.
Rafał: Robimy to raczej tak dla siebie, bo wiadomo, że są to nowe scenki, nowe ciekawe możliwości. Nie mamy jednak w planach tworzyć grupy, z którą się jeździ po kraju.
ekabaret: Nie macie takich zapędów, żeby spróbować występować solo? Ostatnio modny staje się stand-up. Czy próbowaliście swoich sił w stand-upie?
Marek: Czasem pojawiają się takie myśli, żeby spróbować coś zrobić samemu, raczej w formie jednoosobowego kabaretu niż stand-upu. Jest to dla mnie troszkę ciekawsze niż takie po prostu mówienie, zwłaszcza, kiedy trzeba wymyślić 10 numerów, które by się od siebie odróżniały. W dwie osoby są zawsze możliwe jakieś dialogi i scenki do wykorzystania różnych typów postaci, w jedną osobę trzeba się nagłowić nad tym, co powiedzieć. Występy solowe to jest w naszym przypadku coś pobocznego. Rafał kiedyś spróbował swoich sił indywidualnie, ja na razie jeszcze nie. Może kiedyś. Obecnie od pewnego czasu gramy we dwójkę i to jest dla nas priorytet. Jest to też forma, gdzie można zrobić wiele rzeczy. Może jak będzie chwila znużenia, chwilowy brak pomysłu, to któryś z nas spróbuje takiej formy. Na razie nie ma nic takiego w planach. Nigdy się nie wpisujemy w jakieś tendencje mody. (śmiech) Jeżeli coś robią wszyscy, to nas nie ciągnie w takie rzeczy.
Rafał: Kiedyś wyprzedziliśmy epokę, bo mieliśmy w 1999. roku skecz o Adamie Małyszu. Wtedy był średnim zawodnikiem, był raczej obiektem drwin. Zrobiliśmy taki skecz, że Adam skacze 7 km i 3 razy okrąża Ziemię. Potem okazało się, że Małysz stał się wybitnym sportowcem. Dopiero wtedy kabarety zaczęły robić skecze o Małyszu, a my wtedy stwierdziliśmy, że tego skeczu już nie gramy. Jak wypłynęła Doda, to nie zrobiliśmy skeczu o Dodzie, tak samo nie przerabiamy hitu lata. W ogóle go nie znamy, to trzeba zaznaczyć. (śmiech)
Marek: Nie gramy głównych nurtów. To do nas nie przemawia. Muzyka, którą słuchamy, czy rzeczy, którymi się zajmujemy na co dzień, są dość odległe od głównych nurtów kultury popularnej, ciężko nam się w tym odnaleźć. Poza tym uważam, że fajnie czasami wykorzystać coś, co było znane 10 lat temu, ktoś to kojarzy i go to bawi. Nie można się tylko odwołać do tego symbolu i już jest śmiesznie, trzeba zrobić z tego naprawdę fajny skecz. To taka nasza filozofia. (śmiech)
ekabaret: W tym roku na PACE Wam się nie powiodło. Czy w związku z tym planujecie wyjazd na następną PAKĘ?
Marek: W planach ten festiwal jest naszym ostatnim festiwalem. Jeździlibyśmy chętnie, gdyby były festiwale, na które jeżdżą kabarety, z którymi jeździliśmy i 5, i 8 lat temu. Takie kabarety już na festiwale jeździć przestały, więc my też chyba przestaniemy. Są bardzo duże różnice w tym, co robimy my, w tym, co robiło się 10, 8 czy nawet 5 lat temu, a w tym, co się pojawia teraz. Ten festiwal jest więc naszym ostatnim festiwalem. Jeżeli uda nam się napisać program, który uznamy za naprawdę wybitny, to wówczas może się wybierze 2-3 festiwale, ot tak, po prostu, żeby pojechać i powalczyć o mistrzostwo czyli o Grand Prix. Natomiast z jeżdżenia na festiwale, żeby brać udział i walczyć, rezygnujemy zupełnie.
ekabaret: Czego mogę wam życzyć na koniec?
Rafał: Zapału.
Marek: Zapał jest. Myślę, że pracowitości. I tańszej benzyny.
Rafał: Solidności. Żeby wszystkie te pomysły, które są, żeby były realizowane.
Marek: Żeby chociaż 10% pomysłów było realizowane i wtedy do emerytury mamy co robić.
ekabaret: Tego Wam właśnie życzę.
W imieniu serwisu ekabaret rozmawiała Anna Bidzińska.