Kabaret Hrabi to gwarancja wrażeń artystycznych na najwyższym poziomie. Nic więc dziwnego, że bilety na czwartkowy występ w Rotundzie wyprzedały się na kilka dni wcześniej. Artyści przyjechali do Krakowa ze swoim najnowszym programem "Co jest śmieszne". Było zabawnie, interesująco i wciągająco, pod koniec występu nawet zaskakująco. Ale wszystko po kolei...
Hrabi od samego początku postawili na kontakt z publicznością. Wieczór rozpoczął się od "spontanicznych" pytań widzów do kabaretu. Dlaczego "spontanicznych"? Przed występem niektóre osoby dostały karteczki z kwestiami, które maja przeczytać na głos. Zgromadzeni na sali dowiedzieli się między innymi, czy członkowie Hrabi lubią opowiadać kawały na scenie i co robią, jak zapomną tekstu.
Po tym interesującym wprowadzeniu, kolej przyszła na właściwą część występu. Kabaret zaprezentował kilka skeczy z najczęściej występującymi bohaterami kawałów: blondynką, policjantem, menelem, homoseksualistą, dresiarzem czy lekarzem. Okazało się, że stereotypy są tak silne, że samo pojawienie się każdej z tych postaci na scenie wywołało na twarzach zgromadzonych na sali uśmiech.

O tym, jak odbieramy przekaz drugiego człowieka, decydują podobno w 80% gesty i mimika, natomiast tylko 20% stanowi to, co mówimy. Hrabi starali się to udowodnić w jednym z numerów scenicznych. I faktycznie, mimo niezrozumiałego przekazu werbalnego, widownia odebrała scenkę jako zabawną.
W programie nie zabrakło również kilku piosenek. Nic zresztą, dziwnego - kabaret świetnie wykorzystuje możliwości wokalne Joanny Kołaczkowskiej, a i męska część zespołu radzi sobie w śpiewaniu całkiem niezgorzej. Spośród całego programu to właśnie piosenki wywołały największy entuzjazm i aplauz widowni.
Aby dopowiedzieć na pytanie "Co jest śmieszne?", Hrabi celowo zastosował "tanie" i prymitywne chwyty i żarty. Ponadto, w przeciwieństwie do innych programów, bardzo dużo było strojenia głupich min i przebierania się. Jeżeli któryś z artystów "gotował się" na scenie, musiał wypić sok z cytryny. Wywołało to oczywiście gromkie śmiechy na widowni. Jeżeli żart był niskich lotów, artyści pozwolili publiczności na ingerencję w skecze i uderzenie któregoś z aktorów mokrym ręcznikiem, z czego kilka razy skorzystano.
Wydawać się mogło, że formuła bazująca w dużej mierze na płytkich żartach oraz wyżej wymienionych sztuczkach to "pójście na łatwiznę", co w przypadku Hrabi się na sprawdzi. Nic bardziej mylnego - program "Co jest śmieszne" udowodnił, że widzowie chcę oglądać nie tylko wysublimowane i inteligentne gagi i teksty, ale również scenki oparte na prostych i "tanich" chwytach. Dzieje się tak chyba dlatego, iż program stworzyli bardzo dobrzy aktorzy z wieloletnim doświadczeniem oraz zaprezentowali go w sposób świadomy i spójny. Na pochwałę zasługuje bardzo dobry kontakt kabaretu z publicznością.

Nic więc dziwnego, że rozbawiona widownia poprosiła Hrabi zabisowanie. Wtedy właśnie zdarzyła się największa niespodzianka wieczoru. Artyści wyszli na scenę, aby zaprezentować skecz z programu "Savoir vivre" o tym, jak powinny wyglądać oświadczyny. W trakcie numeru, jako, że starania ani "Bajera", ani "Kamola", ani "Piecza" nie przypadły ani "Asiorowi", ani paniom zgromadzonym na sali do gustu, o pokazanie jak się oświadczać poproszony został pewien młody mężczyzna. Okazało się, że skecz przerodził się w rzeczywistość -na scenę została zaproszona wybranka serca owego mężczyzny i po chwili na jej palcu lśnił pierścionek zaręczynowy. Specjalnie dla narzeczonych, kabaret wykonał piosenkę. Tym pięknym akcentem zakończył się występ.
Publiczność udała się do domów, ale rozmowy o tym, co się działo tego wieczoru jeszcze długo nie ustawały...
Tekst: Anna Bidzińska
Zdjęcia: PAKA.pl