IMPROfest, czyli festiwal improwizacji, został zorganizowany w Krakowie po raz pierwszy. Improwizacja to kreowanie scen na bieżąco, na podstawie sugestii widowni. Podczas trzech dni festiwalu zaprezentowały się grupy z całej Polski - "Grupa AD HOC" z Krakowa, "SIEDEM RAZY JEDEN" z Zielonej Góry, "Klancyk!" z Warszawy i "W Gorącej Wodzie Kompani" z Trójmiasta. Festiwal z całą pewnością można zaliczyć do udanych - było zabawnie, inteligentnie, absurdalnie i abstrakcyjnie czyli tak, jak powinno być w improwizacji.
6.12.2011 (wtorek)
Pierwszego dnia festiwalu zaprezentowała się dobrze znana krakowskiej publiczności "Grupa AD HOC". Do udziału w improwizacji zaproszony został duet Jachimek Brothers czyli Tomasz Jachimek (Jachim Presents) oraz Szymon Jachimek (kabaret Limo). Wieczór podzielono na dwie części, w każdej z nich wystąpili inni członkowie grupy Ad Hoc oraz Tomasz i Szymon Jachimek. Każda część składała się z form improwizowanych opierających się głównie na grach zaczerpniętych z programu "Whose Line Is It Anyway?".
Jak zwykle bywa w improwizacji, to widzowie wymyślali miejsca i bohaterów poszczególnych gier. Dzięki ciekawym propozycjom od publiczności i własnej kreatywności, aktorom udało się stworzyć wciągające i zabawne scenki. Zgromadzeni na sali dowiedzieli się między innymi co to jest mitochondrium renty, jakie są zasady marketingu, którymi posługuje się Mefistofeles, co robią Mongołowie na Kilimandżaro i jak wyglądają wakacje z rewolucją Egiptu w tle.
Występ był dynamiczny, nie brakowało zaskakujących zwrotów akcji i zabawnych sytuacji, dzięki czemu wszyscy bardzo dobrze się bawili. Zaproszeni goście świetnie odnaleźli się na scenie i niejednokrotnie zaskoczyli celnymi puentami i niekonwencjonalnym sposobem myślenia. Nie zabrakło bisów, po których zadowolona publiczność udała się do domów, aby następnego dnia wrócić do Rotundy na kolejny dzień festiwalu.
7.12.2011 (środa)
Wieczór rozpoczął się od występu grupy "W Gorącej Wodzie Kompani" z Trójmiasta, która zaproponowała widzom długą formę improwizowaną - "Szeskipracje".
W każdym akcie bohaterami targały inne emocje ? było filozoficznie (część poświęcona "Hamletowi"), krwawo (jak w "Makbecie"), a nawet romantycznie (część poświęcona "Romeo i Julii"). Akcja rozgrywała się na zamku w Grecji, a problemem nie był dylemat średniowiecznych kochanków ani też tragiczne położenie księcia - idealisty, ale sam gniew Zeusa. Dzięki komicznie przerysowanym postaciom i absurdowi sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie oraz licznym zwrotom akcji, publiczność obejrzała zaskakujący, wciągający i zabawny spektakl.
Czy krakowianie są gościnni? Zdecydowanie tak - przekonali się o tym podczas drugiego występu tego wieczoru wszyscy zaproszeni goście: z Zielonej Góry, Trójmiasta, a nawet ze znienawidzonej przez "krakusów" Warszawy.
Zespoły pokazały po 3 formy improwizowane, w których czują się pewnie. Każda grupa ma indywidualny styl i było to świetnie widać podczas występu. Aby aktorom nie było zbyt łatwo i przyjemnie, gospodarze wymyślili kilka dodatkowych gier, w których nikt do tej pory nie próbował swoich sił. Nie wszystkie się udały, ale w improwizacji - formie, gdzie to, co się zaraz zdarzy na scenie jest niewiadomą także dla występujących - nie zawsze wszystko wychodzi idealnie. Niemniej jednak, goście zaprezentowali się z jak najlepszej strony, publiczność bawiła się wyśmienicie, aktorzy zresztą też.
Najwytrwalsi widzowie zostali na "Impro session - czyli scenicznych wariacjach do upadłego", na których członkowie każdej z grup połączyli siły i improwizowali razem do późnych godzin nocnych.
8.12.2011 (czwartek)
Czwartek był ostatnim dniem improwizacji zaproszonych na festiwal gości. Tym razem długą formę teatralną zaprezentował "Klancyk!" z Warszawy.
"Longplay", bo tak nazywał się spektakl, to zbiór scenek oscylujący wokół jednego zagadnienia. Publiczność wybrała słowo ? klucz, które było inspiracją do wariacji na jego temat. Zgromadzeni na sali mieli okazję oglądnąć szereg scenek powiązanych luźnymi skojarzeniami ze słowami kot i szyszka. Tematyka wydaje się być banalna i nudna, ale aktorzy stworzyli udane kreacje i utworzyli humorystyczny, interesujący i przyjemny w odbiorze kolaż, za co należą im się gratulacje.
Zwieńczeniem głównej części festiwalu był "Pojedynek na żarty" czyli mecz impro "SIEDEM RAZY JEDEN" kontra "W Gorącej Wodzie Kompani". W przypadku zwycięstwa którejś z drużyn, przegrani zobowiązali się do spełniania zachcianek przeciwników przez cały wieczór, natomiast gdy wynikiem okazałby się remis, grupy zobowiązane były ugościć publiczność. Z taką wiedzą przekazaną zgromadzonym na sali rozpoczął się pojedynek.
Bardzo ciekawe charakterystyki zostały wymyślone dla improwizatorów podczas gry "Randka w ciemno". Musieli się oni wcielić w role nerwowego Eskimosa, bardzo uprzejmego łosia, agresywnego krzesła, przygaszonego reflektora, jąkającego się i niewidomego psychoterapeuty oraz rewolwerowca mającego problem ze wzrokiem i słuchem. Na słowa pochwały zasługuje też "Oskarowa rola" z wykorzystaniem przez aktorów biorących udział w scence żywych rekwizytów. Od samego początku poziom był bardzo wyrównany. Nic więc dziwnego, że pojedynek zakończył się remisem.
W finale na scenie pojawili się członkowie wszystkich grup i zaprezentowali razem grę "Najgorsze na świecie". Zgodnie z obietnicą, ku uciesze widzów, improwizatorzy po występie wyszli do zgromadzonych na sali z "poczęstunkiem" - alkoholem.
Zasadnicza część festiwalu zakończyła się w czwartek. Zarówno publiczność, jak i występujący doskonale się bawili. Dla tych, którym improwizacji wciąż było mało, ostatniego dnia IMPROfestu, została zaprezentowana Kabaretowa Scena Eksperymentalna - "AD HOC muzycznie".
Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć organizatorom, improwizatorom i widzom równie udanych przyszłych festiwali. udanych przyszłych festiwali. Do zobaczenia za rok!
Tekst: Anna Bidzińska
Zdjęcia: Alicja Rzepa
»eKabaret » Artykuły » Komentarze do IMPROfest 2011 - relacja...
Aby móc dodawać komentarze - zaloguj się do serwisu...
Aktualnie brak komentarzy dla tego materiału - dodaj pierwszy komentarz!